NARKOTYKI KAMPANIA Z ŻYCIA DLA MEDIÓW PATRONI
 

Z życia

Zdarzyło Ci się prowadzić po narkotykach? Znasz kogoś, kto jeździ w takim stanie? Jechałeś z takim kierowcą jako pasażer? A może znasz takie historie ze słyszenia? Czy zdarza się to wśród Twoich znajomych i przyjaciół? Jak zwykle wracacie z imprezy?

Podziel się z nami swoją opinią. Czekamy na Twoje wypowiedzi. Prześlij je nam na adres historie@rozumwysiada.pl podpisując swoim nickiem. Najciekawsze wypowiedzi opublikujemy na tej stronie.



Witam, dużo jest wypowiedzi na temat narkotyków, tak naprawdę to młodzi ludzie którzy wchodzą na tę stronę nie zdają sobie sprawy z tego co tak naprawdę ta kapania ma na celu. Polowa młodych ludzi w dzisiejszych czasach śmieje się z tego co czyta ale czy naprawdę to jest tak śmieszne?? Czy przez czyjąś głupotę musza ginąc niewinne osoby??? Te pytania nie maja odpowiedzi. Sama widziałam co narkotyki czy alkohol robią z ludźmi i jakie są tego skutki, moi koledzy zginęli 3 lata temu właśnie z powodu człowieka który myślał że narkotyki dają mu władze i sile, tak - dały mu sile do tego by zginąć i zabrać ze sobą swoich przyjaciół nie myśląc że zostawiają za sobą pustkę:( Wiec pomyśl dwa razy zanim kolejna osoba straci ZYCIE przez czyjąś bezmyślność - Megi 25


Moi koledzy wariaci nie raz jeździli po narkotykach...po ziole było to zupełnie normalne na nikim nie robiło wrażenia to cos jak palenie papierosa nikt nawet nie pomyślał ze cos może być z nim nie tak. Często jeździli na dyskoteki za Warszawę ok 100km wciągali tam koks i brali piguły. Później wsiadali do auta i jak sami to nazywali stawali się nieśmiertelni. Drogi były szerokie a oni sami oraz samochód niezniszczalni, jeździli pod prąd śmiejąc się z tego ze inni im zjeżdżają zabawa na całego. Któregoś razu wracali z dyskoteki nawciagani przejechali cala drogę już dojeżdżali pod dom kierowcy, zaparkowali, rozeszli się do domu. Rano mama kierowcy poinformowała go ze jego nowa piękna betka stoi zaparkowana na słupie a on złamany w pol na niej. Co się później okazało kolega który parkował po prostu słupa nie zauważył...powodzenia życzę w jeździe po narkotykach jak ktoś jest taki głupi żeby to robić. - Koleżanka wariatów


Muszę się wypowiedzieć na ten temat ponieważ jeździłem swoim maluchem czasami w takim stanie, że trudno mi teraz w to uwierzyć. Woziłem praktycznie zawsze komplet pasażerów, a nawet dwa komplety. Myślałem przeważnie o tym co robię ale czułem się wtedy kozacko tym bardziej, że niektórzy mówili, że nie dali by rady jechać w takim stanie. Nie wiem jakim cudem nikomu przez dość długi okres czasu nie zrobiłem krzywdy. To hasło "ROZUM WYSIADA" jest strzałem w dziesiątkę. Czegoś trzeba umieć odmówić. - Paker


Pare lat temu miałam okazję jechać z osobą, która była pod wpływem narkotyków i alkoholu jednocześnie. Poza paroma drinkami które wypiliśmy "budziliśmy" się również dopalaczami. ok godz. 1.30 wsiedliśmy w 4 osoby do tracka - polonez 2- osobowy. Ja siedziałam (naćpanemu i pijanemu) kierowcy na kolanach. Szczęśliwie udało nam się przejechać całe miasto, (co chwila zjeżdżając z prawego na lewy pas i przejeżdżając na czerwonym świelte).... Kiedyś wydawało mi się to śmieszne, zabawne... Z upływem czasu i wieku zdałam sobię sprawę, że mięliśmy wiele szczęścia...Nigdy w życiu nie wsiądę do auta z osobą pod wpływem używek. - dziewczynka_21


Moja rodzinna miejscowość - małe miasto na Mazurach - po sezonie ok godziny 18 na ulicach "żywego ducha", więc często z kolegami jeździliśmy po okolicy, a to popatrzeć skądś na jeziora, to na fajkę, czasem nawet piwko... Pewnego zimowego wieczora wracając właśnie z takiego wyjazdowego papierosa, kumpel powiedział "Zjedź na pobocze", "na poboczę??? po co???", "nie pytaj się tylko się zatrzymaj". Więc się zatrzymałem... dopiero w momencie, gdy zapaliłem światło, zobaczyłem, że kumpel kończy nabijać fifkę... Zapaliliśmy... jedną... drugą... Można powiedzieć, że nieźle się zrobiłem, ręce drżały mi na kierownicy, próbowałem skupić się na drodze, ale wszystko mi się rozmywało, zwłaszcza że na zewnątrz ciemno... kumpel obok praktycznie nie przestawał się śmiać..., ale mi jakoś nie było do śmiechu. Dobrze, że do domu było tylko 15minut... to było najbardziej przerażające 15minut za kierownicą, choć było to parę lat temu, to nadal nie chcę by taki kwadrans przydarzył się kiedykolwiek... - Paweł


Jako milosnik i zawodnik sportow motorowych zawsze bylem przeciwny prowadzeniu po alkoholu. Nigdy sam bym tego nie zrobil i nie pozwolilbym innym zeby wiezli mnie pod wplywem. Jednak nie zawracalem takiej uwagi na narkotyki. Sam padlem ofiara narktyku niby miekkiego. Przez dosc dlugi okres palilem marihuane. Zawsze po wsiadalem do auta. Nawet sie nie zastanawialem jakie konsekwencje moze to za soba poniesc. Bralem kolegow i pokazywalem im co potrafi moja maszyna i co ja potrafie. Jak sie pozniej okazalo narkotyki mialy duzy wplyw na to jak postrzegalem droge. Droga wydawala mi sie baaardzo szeroka, krawezniki wysokie a inni uczestnicy ruchu poprostu nie istnieli. Zachowywalem sie tak, jakbym byl sam na drodze. Wydawalo mi sie ze plyne czy lece a nie jade autem. Moi znajomi ktorzy nie cpali byli zachwyceni ze moga sobie pojezdzic jak na karuzeli, zaden z nich nie zwrocil mi uwagi ze to niebezpieczne. Pod wplywem 2 razy rozbilem auto. Z tego raz ledwo uszedlem z zyciem. Od tamtej pory nie chce nawet slyszec o narkotykach a w moim zyciu liczy sie tylko sport. - Lysy

Pewnego razu, zdarzyło mi się prowadzić po babce (marihuana). Ogólnie, muszę przyznać, że zabawa była przednia, do czasu kiedy prawie wjechałem w barierki na autostradzie. Wydawało mi się, że wiem co i jak, kontroluję wszystko, ale nie do końca miałem racje. Byłem na takim tripie, że zacząłem odpływać, przez co puszczałem kierownice. Tej samej nocy, wjeżdzając na wiadukt, źle wrzuciłem biegi i samochód zgasł, po czym zaczął zjeżdżać w doł. Na szczęście hamulce były ok. Wrażenia z jazdy nie do opisania, ale trzeba więcej myśleć następnym razem. Nigdy więcej w takim stanie nie wsiąde do fury. Elo. - JACKO

Jakieś pół roku temu wracaliśmy z kumplem z próby, oczywiście żeby nam się ciekawiej grało spaliliśmy sobie parę jointów. Perkusista miał odwieść mnie do domu, wtedy jeszcze nie wiedziałem ze trawka tak szkodzi podczas jazdy. Dopaliliśmy co mieliśmy i ruszyliśmy. Perkusista strasznie wolno jechał, myślałem ze po prostu nie chce spowodować wypadku. Po jakimś czasie zrobił się strasznie blady i zaczął majaczyć jakby przez sen, myślałem że chce mnie nabrać i początkowo nic nie podejrzewałem do póki nie zobaczyłem że zamknął oczy. Nie reagował na moje próby ocucenia go więc użyłem hamulca ręcznego aby zatrzymać wóz. Szczęście że to była polna droga. Perkusista nagle się "obudził" i stwierdził że musi się przewietrzyć, otworzył drzwi i wypadł z samochodu po czym zwymiotował. Po jakimś czasie doszedł do siebie i zadzwoniłem po kolegę żeby po nas przyjechał. Następnego dnia jak rozmawiałem z perkusistą to mówił mi że nie pamięta żeby zasnął i wymiotował, twierdził że odwiózł nas do domu. - Basista

Wybierając się na imprezę, w której wiadomo, że poruszamy się w mgle marihuanowej i oparach amfetaminowych, mamy swoją zasadę: albo palimy albo pijemy, a środkiem transportu jest mega_szybki tramwaj tudzież autobus miejski, dający niezapomniane wrażenia wizualno-motoryczne. Jeśli nie ma takiej możliwości załatwiamy sobie nocleg jak najbliżej miejsca imprezy i wracamy własnym samochodem gdy już faza minie. Tak też było na pewnej drumowej imprezie cieszyńskiej. Po tej imprezie chodziły różne opowieści, powrotu znajomych dj'ów i vj'ów na trasie Cieszyn - Katowice. Zasadą jest (niestety?), że kierowca tylko pali lolka przez noc, potem wraca. Więc, środek srogiej zimy trasa Cieszyn - Katowice, godziny ranne, droga pusta, średnio odśnieżona, kierowca na "haju" z pasażerami na jeszcze większym "haju" narokotykowo-alkoholowym. Prędkość rozwijana maksymalnie 30km/h, wszyscy bujają się w rytm pracującego silnika i jadą, jadą, jadą i śmieją się, po czym obracają się do tylu a za nimi sznur samochodów. Okazało się że jadą środkiem drogi przez długi czas, i zakorkowali często uczęszczaną drogę. Mieli na tyle szczęścia, ze nic w tym czasie nie jechało w przeciwnym kierunku ;) Na dodatek, tuż przy Katowicach, zatrzymała ich policja w celu kontroli trzeźwości i zażywania narkotyków, śmiesznymi patyczkami pobrała ślinę kierowcy. Na szczęście? Niestety? Test nie wykrył obecności thc, spalanej ok 4-6 h wcześniej. Cali i zdrowi dotarli do domów. Trasa zejęła im ok 4 godzin, a nie 1,5h. Coś za coś. Warto jest wspomnieć, że my wróciliśmy godzinę za nimi, na trzeźwo, wyspani i na lajcie ;-) - A.N.Nz

Witam. Prawdopodobnie dostaliście wiele e-mail'i na ten temat, ale dołożę coś od siebie. Pewnie wiecie że opowiadanie Białasa zostało wyśmiane na forum o marihuanie. Akcje popieram, jazda samochodem (i nie tylko) po czymkolwiek co może obniżyć bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów jest słusznie zabroniona. Mimo to umieszczanie takich "historii" jest podobne do dziennikarskiego szukania sensacji. Marihuana nie jest w stanie wywołać halucynacji nawet w połączeniu alkoholem, amfetaminą, jakimkolwiek z leków itd. Nie można ich uzyskać również poprzez zażycie bardzo dużej dawki tego narkotyku, ponieważ wtedy po prostu się zasypia. Mam nadzieję że zdecydujecie się usunąć jego opowiadanie, ponieważ jest to STEK BZDUR. Pozdrawiam, - zeuss

Komentarz organizatora kampanii:
Dziękujemy za wpis i słowa poparcia dla idei kampanii. Nie usuniemy jednak nadesłanej i opublikowanej "historii", ponieważ naszym celem nie jest ocena nadsyłanych postów. Zamieszczamy je w dobrej wierze jako wiarygodne. Zainteresowanych skutkami działania marihuany, w tym możliwością wywołania przez nią halucynacji zachęcamy do pogłębienia wiedzy i odsyłamy na przykład na stronę: www.narkomania.org.pl/informator/marihuana. Podkreślamy także, że skutki działania narkotyków są nieprzewidywalne i zależą od bardzo wielu czynników.

Znam wiele opowieści o jeździe po narkotykach. Wcale nie jest to tak jak opisujecie w tych waszych postach na stronie. Jacy to ludzie są zszokowani, bo ktoś tam ośmielił się jechać spalony itp.  Zjeździliśmy całą europę na trawie. Zgodzę się, że niektórzy dziwnie reagują prowadząc pod wpływem thc, mają jakieś dziwne odczucia, nie mogą się skupić itd. Nie są to jednak przypadki tak liczne, jak te przedstawiane przez was. Poza tym wśród młodych ludzi jest przyzwolenie na kierowanie po narkotykach. Każdy wsiada świadomie do auta i wie że kierowca jest zarąbany bądź nie. Wiele razy sami ciągneliśmy zapałki, żeby znaleźć ochotnika do kierowania pojazdem z dyskoteki. Moi koledzy wracali autem w którym pasażer budzi się, patrzy w tył wszyscy śpią, patrzy w przód -jadą lewym pasem, patrzy na kierowcę, kierowca śpi. To jest dopiero historia. kiedyś wracamy z dyskoteki, ja zjadłem extasy. Jedziemy, pełne oblodzenie. 30km/h było prędkością bezpieczną, 50km/h za dużo. Kierowca przyspiesza, zwalnia, przyspiesza zwalnia. W końcu hałas, ktoś krzyczy "k...a zwolnij, k...a co ty robisz". Myślę sobie czemu ten debil nie zwolni. Otwieram oczy patrzę w prawo, a na miejscu pasażera siedzi właściciel samochodu. Myślę sobie "kurcze co on robi na miejscu pasażera, skoro to jego auto i kto do diabła kieruje?" Patrzę w przód, w rękach trzymam kierownicę, na prędkościomierzu 90km/h. Wystraszyłem się okrutnie, wpadliśmy w poślizg, wyprowadzam, wyprowadzam, lecimy jednym bokiem 50m, drugim ze 100m w tym 50 tyłem po rowie, auto wyjeżdza w końcu tyłem z rowu i zjeżdza przodem. Wysiedliśmy wezwaliśmy lawetę, wyciągneli nas i pojechałem dalej, ponieważ z autem nic się nie stało. Tyle, że zakłamani twórcy waszej strony, nie mają pojęcia o temacie nie opublikują mojego postu. - Krystian Tajniak

Komentarz organizatora kampanii:
Dziękujemy za wpis. Chętnie publikujemy taką wypowiedź, bo ona tylko potwierdza, że kampania jest bardzo potrzebna. Opowieści autora o "jeździe na haju" są dowodem na to, jak bardzo jest to niebezpieczne i jak lekkomyślnie traktuje on swoje życie i życie innych - pasażerów, pieszych, kierowców. Nawet wypadek, który spowodował nie robi wrażenia na autorze, bo - przecież nic się nie stało... przecież nie drutowano mu szczęki, nie operowano twarzy, nie amputowano nóg, nikt nie zginął, nie było pogrzebu... Pozostawiamy Waszej ocenie ten post z nadzieją, że większość nie wsiądzie za kółko po narkotykach, będzie patrzyła na sprawę odpowiedzialnie, rozsądnie, z szacunkiem dla innych.


... Pojechałem kiedyś na imprezę z trzema kumplami. Jeden z nich, właściciel samochodu, obiecał że nie będzie pił. Po kilku godzinach, gdy impreza się skończyła, zebraliśmy się, i zaczęliśmy wracać. Po chwili zorientowaliśmy się, że z kierowcą jest coś nie tak... Jechał bardzo powolnie, z wytrzeszczonymi oczami, trochę nerwowo rozglądając się na boki. Gdy się spytaliśmy co mu jest, okazało się, że spotkał kumpla, który poczęstował go skrętem z marihuany. Kazaliśmy mu się zatrzymać, i jeden z nas (na szczęście nie pił tamtego wieczoru) zasiadł za kółkiem. Odwiózł nas, zaparkował pod domem kolegi będącego na haju, i wrócił do domu na piechotę. Na kolejny dzień ten, który zapalił marihuanę, przeprosił nas. Jestem przeciwny wsiadaniu za kółko po jakichkolwiek narkotykach, z alkoholem włącznie. A jeżeli chodzi konkretnie o marihuanę - nie mam nic przeciwko samemu paleniu, każdy ma prawo robić to co chce, jednakże radzę nikomu po niej nie prowadzić. - Shingen


Pare lat temu na moim osiedlu byla moda na ekstaze, potocznie piłki. Do czego sluzy piłka??? do grania meczu ;-) Tak wiec zamiast umawiac sie na piwo, umawialismy sie na meczyk. Fajna zajawka bylo pojechac samochodem do lasu. Osobiscie nigdy nie prowadzilem po piłkach, ale po kierowcach bylo widac ze ledwo moga opanowac prowadzenie. Poza tym zdazalo sie, ze kierowaca zapominal ze prowadzi i odwracal sie do tylu puszcajac kierownice. To cud ze nigdy nic sie nie stalo. Ktoregos razu obudzilismy sie rano w samochodzie, gdzies w lesie, zaklinowani miedzy drzewami. Auto nie bylo uszkodzone, ale nikt nie wiedzial jak tam sie znalezlismy. - DJR


Przez wiele lat swojego życia nie zdawałem sobie sprawy jak wielkie ryzyko brałem na siebie prowadząc pod wpływem tzw" miękkich" narkotyków. Nie posiadałem też prawa jazdy, które udało mi się zrobić dopiero kilka lat temu. Nie miałem również pojęcia jak zgubne w skutkach mogło to być aż do momentu, w którym... doprowadziłem do wypadku narażając tym samym życie i zdrowie pięciu niewinnych osób w tym kilkumiesięcznego dziecka (!). Kiedy dziś tak sobie o tym myślę, w jak wielkim niebezpieczeństwie znajdujemy się my wszyscy, którzy uczestniczymy w ruchu drogowym tzn ci, którzy ćpają i jeżdżą oraz ci, którzy nie ćpają i nie tylko jeżdżą ale i przechodzą przez ulicę (włącznie z moją ukochaną żoną i roczną córeczką) to naprawdę włos mi się na głowie jeży jak łatwo nawbijać nam wszystkim do bani, że przecież:- to nieszkodliwa trawka- dała nam ją natura; to tylko malutki kwasik- prosto z amsterdamu; mała kreseczka na poprawę koncentracji... tak czuję się współwinny, bo taka była moda, bo taka moda jest do dzisiaj.

Mam nadzieję, że druga szansa jaką dostałem na życie w trzeźwości nie zostanie pewnego dnia zniweczona przez jakiegoś ignoranta podobnego do mnie sprzed paru lat tylko dlatego bo chciał być odrobinę "cool".

Pozdrawiam wszystkich trzeźwych na drodze oraz ludzi, którzy wpadli na pomysł by zorganizować tę kampanię i chociaż być może jest to tylko kropla w morzu to pamiętajcie -KROPLA KRUSZY SKAŁĘ!
- Thyler


Podobno głupi ma zawsze szczęście... Siedzieliśmy z kumplami u Jacora. Jak zwykle było piwko, była wódka, były też narkotyki. Wiedziałem że nie wolno mi pić bo będę prowadził, za to mogę sobie zapalić. Zaczelismy palić "jointa", Jacek zapalił, Diabeł też, Tuptusiek i Krzychu. Przyszła moja kolej, chwilkę się zastanawiałem. Pomyślałem "a co się może stać!". Wziałem "chmurkę". Następna godzina była bardzo przyjemna, wszyscy się śmiali. Potem wsiedliśmy do samochodu i miałem wszystkich odwieźć do domu. Czułem dreszcze na całym ciele, tak jakby mrówki chodziły po moim ciele. Jechalismy ok 10 min a ja zaczęłem mieć nieprzyjemne objawy. Co chwila odwracałem się, słysząc głosy. Przeraźliwe krzyki. Było mi niesamowicie gorąco, pot ciekł mi po skroni. Obraz powoli zaczął mi się ściemniać, po chwili nie widziałem nic. Przed moimi oczami pojawiły się dziwne zjawy, czerwone potwory o kształcie psów, z przeraźliwie wielkimi zębami. Z pyska kapała im ślina. Poczułem przeograniający lęk, nie mogłem powstrzymać drrzenia rąk. I ciągle te krzyki.. Poczułem że i moje gardło rozbrzmiewa krzykiem. Darłem się jak tylko mogłem najgłośniej! Potem usłyszałem huk i uderzenia na policzki. Otworzyłem oczy. To Tuptusiek próbował mnie obudzić. Powoli zacząłem wracać do świata żywych. Mogłem ocenić co się stało. Miałem niesamowite szczęście - uderzyliśmy w śmietnik. A 30m przed nami było skrzyżowanie! Nie chce nawet myśleć co mogłoby się stać. Od wzięcia "działki" mineło blisko 5 godzin a ja czułem że ze mną nie jest jeszcze w porządku. Miałem omamy słuchowe, każdy ruch pozostawiał w moich oczach czerwone smugi. A to były tylko trzy "chmurki" maryśki. - Białas


Mam o wiele starszego kolegę, którego życie głównie opiera się na braniu. Wiele razy wsiadałam z nim do auta i za każdym razem przechodziły mnie ciarki. Nie dość, że często jeździ naćpany to jeszcze ma wykryte ADHD. Cały czas wokoło rusza rękoma, bawi się w otwieranie i zamykanie szyb, nie może się opanować od dodawania gazu. Zawsze wraca z imprez naćpany, a nawet lekko cyknięty po alkoholu. Zakłada rękawiczki, ponieważ po pigułach pocą mu się ręce. Jeżdżąc tak przez ok. 8 lat udawało mu się i nadal udaje nie zwracać na siebie uwagi organów ścigania. Jak to możliwe? Kiedyś w dzień zaliczyliśmy małe draśnięcie z samochodem zjeżdżając z lewego pasa na prawy. Koledze zależało, by osobnik poszkodowany nie zawiadomił policji, dlatego zwalił na siebie całą winę. A gdyby spowodował większy wypadek? Gdybyśmy ucierpieli przez to życiem? Tłumaczyłam i prosiłam, aby postarał się ograniczać od tego.. ale niestety.. Jak przemawiać do takich ludzi? - TeQua


Ja nie jechałem samochodem, ale po spaleniu "towaru" jechałem na skuterze, i miałem wrażenie, że sie przewracam, mimo to oczy widziały że jade prosto. Skonczyło się na tym, że przewróciłem się na leśnej drodze... Boje sie pomyśleć co by było, gdyby to była ruchliwa autostrada. Od tamtej pory, po narkotykach nie dotykam nawet Roweru. - Kureks


Kiedyś przeżyłem mocnego tripa w samochodzie, chciałem się wydostać na zewnątrz, natychmiast otworzyć drzwi...Na szczęście nie ja prowadziłem, ziom był trzeźwy... chyba uratował mi życie. Rondel


Narkotyki są powszechne choćby na domowych imprezach, sam nieraz byłem uczestnikiem takiej zabawy. Ja też raz spaliłem i miałem taką fazę, że bałem się siedzieć na kanapie a co dopiero usiąść za kółkiem ..popieram, brałeś? nie jedź... Jary


Czy wiecie ile ludzi prowadzi samochód na narkotykach, albo po narkotykach i alkoholu ... weźmy pierwsza lepszą dyskotekę, tak naprawdę nieliczna cześć kierowców jest trzeźwa, a reszta jeździ na haju, bo przecież blisko do domu bo to nie alkohol. Bo jeśli jedzie się na imprezę i nie można sobie wypić bo się boi policji to chociaż sobie zajaram. Ja osobiście nie biorę, czasem się trzeba poświęcić dla innych kiedy kieruję. Ale jakby policja zaczęła sprawdzać wracających z dyskotek to cały kraj może być w szoku ilu mamy tych co biorą narkotyki i prowadzą samochody, albo ćpają i piją jednocześnie a potem za kółko... LeM


Po kresce tak mnie trzęsło, że chciałem ciągle przyspieszać sam do siebie mówiłem, że nie wolno, dziwne uczucie, niby jesteś pewny tego co robisz, ale jakbyś był obok, jakby to ciebie nie dotyczyło, przejechałem kilometr musiałem stanąć, ochłonąć...jakoś dojechałem, ale po tym daje sobie spokój z dragami (...) 24h